It’s potent! No, it’s NOT!

Nie przepadam za stosowaniem kremów pod oczy. Sama czasem dziwię się czemu. Może dlatego, że wszystkie produkty tego typu, które do tej pory stosowałam nie rózniły się w działaniu od zwykłych kremów do twarzy.

Wraz z pudełkiem GlossyBox trafiła mi się próbka kremu pod oczy firmy Benefit ~ It’s Potent!

benefit it's potent

Obietnice producenta były bardzo zachęcające. Krem miał rozjasniać cienie pod oczami i działać przeciwzmarszczkowo. Ze względu na moje fiolety, po przeczytaniu opisu oczyma wyobraźni widziałam, jak sie ich pozbywam raz na zawsze.

Niestety, nic z podobnych rzeczy się nie wydarzyło.

Krem używałam przez miesiąc, dwa razy dziennie. Jedyne, co mogę przyznać to to, że delikatnie rozjaśnił okolicę oczu, ale nie zniwelował cieni. Przynajmniej nie moich. Nie ocenię działania przeciwzmarszczkowego, bo nie mam jeszcze widocznych zmarszczek w tej okolicy.

Czy warto? Nie. Krem o takim samym działaniu można kupić za 1/4 ceny. Jedyny plus jaki dostrzegłam to dobre właściwości nawilżające. Ale nie tego spodziewamy sie po kremie za 130 zł, prawda?

Reklamy