smakowite kąski z okazji Dnia Kobiet <3

Dogodziłyście sobie 8-go marca?

Bo ja tak :D

W ten właśnie sposób:

women day treats blog

Mamy tutaj:

  • Lumene Vit+ Pampering Drops
  • maseczka z Sephory z granatem
  • zestaw wersji miniaturowych maseczek Peter Thomas Roth
  • róż Amilie Mineral Cosmetics ~ Tip Top (piękny!, również jako rozświetlacz)
  • próbka podkładu Chanel Les Beiges
  • korektor MUFE HD odcień Y23

Wybróbowałam już wszystko i nie żałuję zakupienia którejkolwiek z tych rzeczy :)

Najbardziej powaliła mnie na kolana maseczka enzymatyczna firmy Peter Thomas Roth (z dyni). Jest genialna! A do tego mega wydajna, więc cena 200 zł za całe opakowanie (150 ml) już tak nie odstrasza, bo starczy chyba na rok :P

O reszcie szepnę po dogłębnych testach ;)

moje dwa małe pielęgnacyjne odkrycia

Dzisiaj parę słów na temat dwóch produktów, które bardzo mnie zaskoczyły i to w pozytywnym słowa znaczeniu. Mowa o żelu do mycia twarzy Vichy Purete, Fresh Cleansing Gel oraz olejku brązującym marki Bielenda Skin Clinic Professional, Argan Bronzer.

vichy purete thermale bielenda bronzing
Od jakiegoś czasu używam żeli do mycia twarzy, które nie zawierają SLS. Moim ostatnim ulubieńcem był produkt z Tołpy, ale miałam wrażenie, że nie do końca dobrze oczyszczał buzię.

O nowej serii Purete Thermale z Vichy naczytałam się wiele pozytywnych opinii i postanowiłam zaryzykować.
Teraz jest to mój HIT! Myje delikatnie, ale bardzo dokładnie. Nie wysusza. Zmyje nawet makijaż. Nie zawiera SLS, ale mocno się pieni. W związku z tym jest megawydajny. Przez miesiąc zuzylam może 1/6 opakowania.  Jest to dość istotne, bo żel do tanich nie należy.

W tej chwili to mój nr 1!

Drugim produktem, który bardzo polubiłam to olejek brązujacy do twarzy Bielendy. Olejek nakładamy bezpośrednio na twarz lub dodajemy kilka kropli do kremu. Ja właśnie tak go stosuję i nakładam co drugi, trzeci dzień. Kosmetyk nie jest jakoś szczególnie tłusty a do tego pięknie pachnie. Jeżeli jesteście dość blade to ten produkt da Wam efekt subtelnej opalenizny, bez smug i typowego zapachu samoopalacza. Uwielbiam :)

dwa produkty, które uratowały moją odwodnioną skórę/two products which rescued my dehydrated skin

for dehydrated skin_

W poprzednich postach wspominałam, że od paru miesięcy walczę z odwodnioną i przesuszoną skórą, głównie w okolicach policzków. Nie byłam nawet w stanie zwalczyć uczucia ściągnięcia kremami specjalnie dedykowanymi dla tego typu cery, jak np. LPR Hydraphase. O innych kremach nawilżających nie wspominając.

Każdy nałożony na twarz podkład miałam ochotę zmyć po paru godzinach, bo uczucie ściągnięcia było irytujące i prawie nie do zniesienia. Sam podkład wyglądał również okropnie w miejscach problematycznych.

Po bataliach z różnymi kremami, pomyslałam, że wypróbuję jakiś kosmetyk odżywczy. Ponieważ w moim miejscu pracy krąży katalog Avon’u, stwierdziłam, że zaryzykuję i zamówię krem Anew Nutri Advance w wersji lekkiej (Light Nourishment Cream). Trochę się obawiałam, że może zapchać moją cerę, ale, jak się później okazało, nic takiego nie miało miejsca.

Kremik bardzo ładnie i szybko się wchłania. Pozostawia naprawdę minimalny film, ale bez uczucia przetłuszczenia. Bardzo dobrze współpracuje z podkładami, nie roluje się.

Jednak najważniejszy jest jego zbawienny wpływ na moją odwodnioną cerę. Nurti Advance cudownie nawilża, odżywia i przywraca równowagę skórze. Ba, zauważyłam nawet, że jeśli nałożę rano krem, który nie jest zbyt nawilżający (np. wbrew nazwie ~ Sephora Lekki krem silnie nawilzający) to i tak nie czuję dyskomfortu na licu :)

Pokochałam i nie rozstanę się z nim w zimowych miesiącach.

Drugim produktem, w sumie pomocniczym, okazała się Tołpa ~ Planet of Nature Łagodny Żel do Mycia Twarzy i Oczu.

Przyznam, że sięgnęłąm po niego, bo był akurat w promocji, a produkty Tołpy do tanich nie należą :)

Ów żel to bardzo delikatny produkt, bez SLS-ów i innych niepotrzebnych rzeczy. Ma za zadanie koić, nawilżać i zapewnić komfort skórze. Wywiązuje się z tych obietnić w 100 procentach! A do tego świetnie zmywa makijaż! Na początku trochę denerwowało mnie to, że się nie pieni, ale teraz zupełnie mi to nie przeszkadza.

To jest również miłość :)

I tak oto, całkiem przypadkim, pozytywnie zaskoczyły mnie produkty, po których w ogóle nie spodziewałabym się takiego zbawiennego działania.