let it shine

let it shine

Reklamy

moje małe, wielkie odkrycie ~ Bell, Hypoallergenic CC Cream

Czasami przypadek decyduje o tym, że odkrywacie świetne kosmetyki, które czasem mijacie niezauważenie w drogeriach. Tak było właśnie z kremem CC Hypoallergenic firmy Bell. Mijałam ich szafę chyba z milion razy i nawet mnie nie podkusiło, żeby coś z niej chwycić, coś wypróbować.

Do czasu… ostatniej promocji w Rossmannie. Szukając informacji o tym, co warto kupić, parę dziewczyn polecało właśnie wyżej wymieniony produkt. Chwyciłam w ciemno (plus jeszcze parę innych fajnych rzeczy z tej firmy).

bell CC cream

I powiem szczerze, że jest to jeden z najlepszych bazowych kosmetyków, które używałam w przeciągu ostatnich miesięcy czy może nawet lat!

A dlaczego? Bo po pierwsze, kosztuje dosłownie grosze (niecałe 20 zł) a wygląda i zachowuje się na twarzy jak kosmetyk wysokopółpowy (a czasami nawet i lepiej!). Po drugie, ma bardzo fajny wybór kolorystyczny – każda cera (nawet totalny bladzioch) znajdzie coś dla siebie.

bell cc cream swatch

                                                                      (kolor Porcelain – najjaśniejszy)

Wykończenie ma takie, jakie ostatnio lubię – czyli „mokrawe”, ale nieprzesadnie (bo i tak nic chyba nie pobije w tej kwestii kremu EE z Estee Lauder). Krem przykrywa zaczerwienienia i drobne niedoskonałości. A co najważniejsze, utrzymuje się naprawdę długo na twarzy i nawet po wielu godzinach cera prezentuje się bardzo dobrze. Nie ma efektu ciasta, ważenia się czy innych podobnych dramatów :)

Jestem tym kremem naprawdę zachwycona i myślę, że na stałe zagości w mojej kolekcji.

Bell, You’ve done great job!

                                                                             (zaraz po nałożeniu)

                                                                       (ok 9-10 godzin po nałożeniu)