because it’s all about that base, ’bout that base… ;)

Podstawowy krok, od którego w ogóle zaczynamy makijaż to nałożenie „bazy”, czyli podkładu, kremu BB/CC, czy jedynie kremu koloryzującego. Odpowiednio dobrany produkt bazowy może wyczarować cuda na naszej skórze, ten nieodpowiedni od razu jest w stanie popsuć cały makijaż.

Dzisiaj przedstawię parę kosmetyków, które posiadam. Być może znajdziecie coś dla siebie.

Garnier BB 5 in 1 Moisturizer ~ przyznam, że to mój jeden z najrzadziej używanych produktów do twarzy, głównie ze względu na lekki stopień krycia. I trochę zbyt ciemny kolor jak na oznaczenie „Light” na opakowaniu. Poza tym jest to całkiem przyjemny kosmetyk, który nawilża, bardzo ładnie wyrównuje koloryt cery i całkiem przyzwoicie utrzymuje się na twarzy. Jako bonusik – skóra jest delikatnie rozświetlona i wygląda „zdrowo” po użyciu „bibiku”.

Estee Lauder, EE Skintone Corrector to taka mocno „podkręcona” wersja kremu BB/CC. Piszę „podkręcona”, bo mimo lekkiego krycia sprawia, że skóra wygląda pięknie. Cudownie nawilża, rozświetla (mocno!) a do tego pielęgnuje. I mimo iż właściwościami nie odbiega jakoś szczególnie od innych tego typu kremów, to czujemy i widzimy na twarzy, że jednak jest to „wysokopółkowy” kosmetyk. Polecam go raczej osobom ze skórą suchą i normalną, bo efekt „glow” jest naprawdę konkretny ;) Pełną recenzję znajdziecie tutaj.

Smashbox, Liquid Halo należał do moich ulubionych podkładów, kiedy moja skóra potrzebowała jedynie lekkiego krycia i rozświetlenia. Ma buzi wygląda bosko. W sumie jest niezauważalny a sprawia, że cera nabiera blasku. Jedyny minus to trwałość. Na pewno potrzebne będą poprawki po paru godzinach. Liquid Halo jest przeznaczony głównie dla posiadaczek cer suchych, normalnych i mieszanych. Pełną recenzję znajdziecie tutaj.

YSL, Le Teint Touche Eclat. Ten kosmetyk to jeden z hitów świata makijażowego. I nie bez przyczyny. Ma w sumie wszystko, co potrzebne do szczęścia :) Bardzo przyzwoite krycie, pigmenty odbijające światło i lekkość. Niezauważalny na twarzy. Bardzo bezproblemowo się z nim pracuje a efekt powala, przynajmniej mnie :) Utrzymuje się również długo, aczkolwiek nie przetrzyma całego dnia. Dla cer suchych, normalnych i mieszanych.

Clarins, Extra Firming Foundation to w chwili obecnej mój ulubiony podkład. Pięknie (czyli dość mocno) kryje, dodaje blasku cerze, nawilża, wygładza, pielęgnuje… Gdyby utrzymywał się jeszcze do końca dnia, byłby to podkład idealny. Wykończenie ma podobne to YSL, ale jest jednak cięższy i troszkę widoczny na twarzy. Po więcej informacji nt. tego podkładu zapraszam tutaj.

Rimmel, Lasting Finish Nude i Lasting Finish with Serum. Nie będę się zbytnio rozpisywać o tych podkładach, bo recenzowałam je całkiem niedawno tutaj i tutaj. Te dwa produkty to naprawdę bardzo fajne drogeryjne alternatywy podkładów wysokopółkowych. Bardzo dobrze kryją (szczególnie Lasting Serum), utrzymują się też bardzo długo i wyglądają ładnie na buzi.

Bobbi Brown, Foundation Stick jest jednym z moich ostatnich nabytków i niestety nie jestem z tego zakupu zadowolona. Powody są dwa – krycie i trwałość. Żeby zakryć zaczerwienia i wypryski trzeba się trochę namachać. Co do trwałości – jest to produkt kremowy i być może po prostu w takiej formie nie potrafi współpracować z moją cerą. Szybko emigruje z twarzy. Muszę jednak przyznać, że prezentuje się na buzi naprawdę FAJNIE!

I teraz przechodzimy po podkładów w formie prasowane i sypkiej.

Na pierwszy ogień idzie Bobbi Brown, Skin Foundation Mineral Makeup. No cóż, chyba z podkładami Bobbi mi nie po drodze… Ten również nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Dlaczego? Krycie – tak delikatne, że w sumie go nie ma. Pojawia sie po nałożeniu 2-3 warstw. Podkreśla suche skórki. A cera wygląda w sumie tak, jakbyśmy nic na nią nie kładły, Ani blasku ani krycia…  Sprawdza się zdecydowanie lepiej jako puder wykończeniowy, wpracowany w cerę pędzelkiem kabuki. Pełna recenzja tutaj.

Chanel Vitalumiere Douceur to mój ulubiony podkłado-puder. To taki krem EE z Estee Lauder, ale w formie prasowanej. Luksus w czystej formie. Sunie po buzi niczym jedwab pozostawiając ją gładką, nawilżoną i rozświetloną. Więcej informacji o tym cudeńku znajdziecie tutaj.

I na koniec Guerlain, Lingerie de Peau Powder Foundation. To mój najnowszy nabytek. Nie będę jeszcze wypowiadać się szczegółowo na temat tego podkładu, ale po pierwszym użyciu mam mieszane uczucia. Krycie ma takie sobie, ale wygląda całkiem ładnie na buzi. Jest to podkład matujący i po paru godzinach czuję ściągnięcie na policzkach. Pomęczę go jeszcze i wrócę z pełną recenzją.

A na koniec swatche:

all my foundations_swatches

powder foundations swatches

all my concealers/wszystkie moje korektory

Jestem jedną z tych osób, które mają parę rzeczy do ukrycia, na twarzy oczywiście ;) Są to głównie pojedyncze wypryski, punktowe przebarwienia czy fioletowe cienie pod oczami (o tym będzie osobny post).

W tym poście skupię się głównie na korektorach, które mają za zadanie ukryć niespodzianki na twarzy i rozjaśnić skórę pod oczami.

Zaczynamy!

my concealers

Pierwszy od lewej lewej to MAC Studio Finish Concealer (NW 20). Bardzo kremowy, dający średni poziom krycia. Lubię stosować go pod oczy, bo ma różowawy ton, dzięki czemu nadaje trochę świeżości tej okolicy. Właśnie ze względu na ten odcień nie stosuję go raczej na resztę twarzy, bo trochę się u mnie odznacza (posiadam podkłady głównie w tonie beżu). Jednak kiedy już zastosuję go na jakieś wypryski, głównie w strefie T, po jakimś czasie waży się, zbiera i po prostu nie wygląda to ładnie.

Cena ~ 77 zł. (Bardzo podskoczyła, ja kupowałam go za niecałe 60 zł).

Ocena: 4

Następny korektor to Nars Creamy Concealer w kolorze Custard. Przyznam szczerze, że jestem głównie zawiedziona rozstrzałem kolorystycznym. Kolor Custard jest zdecydowanie za ciemny a Vanilla zdaje się zbyt różowy, żeby stosować go na „niespodzianki”. Krycie ma również średnie, ale można nim zamaskować „konkretne” wypryski wklepując odpowiednim pędzelkiem np. Zoeva Concealer Buffer. Nałożony pod oczy niestety zbiera się w zmarszczakach, ale trzeba mu przyznać, że utrzymuje się naprawdę długo.

Cena ~ ok. 117 zł (sklep HQ Hair).

Ocena: 4+

Urban Decay, Weightless Complete Coverage Concealer to mój najnowszy nabytek. Przyznam, że przeczytałam chyba wszystkie zagraniczne opinie o nim w internecie i wiązałam z nim wielkie nadzieje. Mój kolor to Light Warm (który o dziwo jest jaśniejszy niż Light Neutral). Mam trochę mieszane uczucia względem tego korektora. Po pierwsze nie uzyskamy nim pełnego krycia, tak jak obiecuje producent. Według mnie daje również średnie krycie, które jednak można trochę podbudować. Co jest świetne w tym produkcie to to, że nie ważne, ile warst nałożymy, nie będzie wyglądał źle ani nieestetycznie. Jest super lekki i nie zbiera się w załamaniach pod powieką. Kolor, który posiadam, bardzo ładnie rozjaśnia okolicę pod okiem. Plus za świetne kolory.

Cena ok. 98 zł (Feelunique, sklep, gdzie ten produkt kupowałam ma co jakiś czas zniżki, więc można go nabyć taniej).

Ocena: 4

Kolejny produkt to MAC Pro Longwear Concealer (NC15). W tym przypadku również nie podoba mi się przepaść między kolorami – NC 15 jest dla bladolic (na zdjęciu tak nie wygląda, ale rozsmarowany już tak :) a NC 20 dla dość już opalonej cery. Przydałby się kolor przechodni. Ale przechodząc do rzeczy. Ten korektor jest chyba jednym z najbardziej chwalonych w internecie. Jest to jedyny z moich korektorów, który jest po prostu nie do zdarcia. Jak zaschnie, to na amen :) I za to go uwielbiam! Nadaje się świetnie pod np. podkłady mineralne, bo nie zetrzemy go nakładając inny kosmetyk. Trochę zbiera się w załamaniach, ale nie waży się. Gdyby jeszcze miał większe krycie, to byłby mój nr 1. Poziom krycia określiłabym jako średni, jednak można je zwiększyć odpowiednią techniką, choć nie jestem pewna, czy wygląda to tak ładnie…

Cena: 77 zł

Ocena: mocne 4

Rimmel Lasting Finish Concealer, nie ma go na zdjęciu, a pełną recenzję znajdziecie tu.

Ocena: 4

Teraz pora na korektory rozświetlające.

Pierwszy to Bobbi Brown Tinted Eye Brightener. Ot taki sobie lekki, rozświetlający korektor z różowym tonem (Porcelain Bisque). Fajny, ale można znaleźć coś tańszego o takim samym działaniu. Ładnie rozświetla okolice pod okiem i delikatnie neutralizuje cienie, ale nie oczekujmy innego krycia niż lekkie. Zbiera się trochę w zmarszczkach.

Cena: 127 zł

Ocena: 4

A drugi to Sephora Smoothing & Brightening Concealer. Myślę, że jest to godny i zarazem zdecydowanie tańszy odpowiednik powyższej opcji, tylko że w kolorze żółtym (nr 4). Również lekki, ale trochę bardziej treściwy i lepiej nautralizujący moje fioletowe cienie. Bardzo ładnie rozświetla!

Cena:59 zł.

Ocena: 5-

all my concealers swatches

I last but not least ~ kółko firmy Kryolan (wersja 0), które jest jedynym hardcorowym produktem w mojej kolekcji. Są to w zasadzie kamuflaże, które zakryją wszystko. Przy aplikacji trzeba jednak mocno uważać, bo nałożone nieumiejętnie zrobią nam spachlę na twarzy i będą bardzo widoczne. Muszą też zostać koniecznie przypudrowane, bo jest to produkt mega kremowy. Używam ich od święta na naprawdę przykre „niespodzianki” :)

kryolankryolan swatchesA jakie są Wasze ulubione korektory?