próbkowanie wielkie /trying out new makeup stuff

Ostatnie parę tygodni upłynęło mi na testowaniu paru kosmetyków. Niektóre dopiero co weszły do perfumerii,  inne są już w nich od jakiegoś czasu. Dwa z czterech przedstawionych produktów mnie zachwyciły, dwa kolejne okazały się dla mnie niewypałem.

Zaczynamy!

1. YSL ~ Fusion Ink (BD 20)

Bardzo udana nowość! Podkład jest bardzo lekki, nie czuć go na twarzy. Rozprowadza się niczym mus, idealnie stapia ze skórą. Na buzi zostawia satynowe wykończenie. Przy mojej przestłuszczającej się cerze nie musiałam go nawet przypudrowywać! Utrzymuje się cały dzień. Bajka! A do tego bardzo ładnie rozświetla skórę bez śladu żadnych połyskujących drobinek.  Mały minusik ~ moze trochę podkreślać suche skórki. Poza tym, nie ma się do czego przyczepić.

Krycie ~ lekkie do średniego

YSL Fusion Ink

2.  Smashbox Camera Ready BB cream (fair/light)

Bardzo, bardzo przyjemny krem BB. Rozświetla, ale wykończenie jest „mokre”, więc trzeba go trochę przypudrować. Na twarzy zachowuje się bez zarzutu. Bardzo dobrze wyrównuje koloryt cery. Przetestowałam go w upalny dzień, spedzając w samochodzie bez klimatyzacji dobrą godzinę. Spojrzałam w lustro z trwogą, bo nie wiedziałam, co mogę zastać na mojej twarzy. I tu Smashbox sprawił mi niesamowitą niespodziankę. Bebik wygladał dokładnie tak samo, jak zaraz po nałożeniu, w stanie NIENARUSZONYM. Nie zważył się, nie ściemniał, nie starł. Nic!

Mały minus ~ jak zwykle, kolory. Kolor fair jest zbyt różowawy a fair/light ciut za ciemny

Krycie ~ średnie

3. Chanel Vitalumiere Loose Powder Foundation (10)

Chanel otwiera listę produktów, z których nie jestem zadowolona. Będzie krótko – puder, jakich wiele. Niestety. Oczywiście rozświetla cerę, ładnie rozprowadza się na twarzy. Ale efekt nie powala. Po podkładzie za ponad 300 zł! spodziewam się co najmnie cudów. A tu cudów brak. Po krótkim czasie zaczynam sie niemiłosiernie świecić w strefie T. Żeby uzyskać jakikolwiek efekt trzeba nałożyć 2-3 warstwy. Podkład z Everyday Minerals jest pięć razy tańszy a daje nieporównywalnie ładniejszy efekt na twarzy (przynajmniej według mnie:)

Krycie ~ brak/lekkie ;)

Chanel Vitalumiere Loose Powder Foundation

4. Clinique Superdefense CC cream (light)

Krycie ~ średnie

I tu od razu Clinique dostaje ode mnie karnego za kolory. Dotyczy to również najnowszej wersji CC Moisture. Najjaśniejszy kolor jest prawie o 2 tony za ciemny (moja karnacja to coś pomiędzy NC 15/NC 20 w kolorystyce MAC). Czy naprawdę wchodząc na rynek, gdzie wiele dziewczyn ma jasną karnację, nie można wprowadzić do oferty jasnego koloru?! Jasnego, ale nie różowego! Bo nie dość, że kolor light is way to dark to jeszcze ma różowe tony. Ach…Poza tym bebik jest poprawny. Nie wygląda już tak ładnie jak Smashbox i nie prezentuje się tak dobrze po paru godzinach noszenia. Również trzeba go przypudrować.

Reklamy

Clinique Self Sun, Body tinted lotion

Lubię zdrową opaleniznę, ale ze wzgledu na to, że jestem absolutnym bladziochem opalam się z wielkim trudem.

I tu z pomocą przychodzą nam, bladolicym, samoopalacze. Szczerze mówiąc, nigdy za bardzo nie przepadałam za tego typu specyfikami ze względu na zapach i smugi, jakie potrafiły zostawić.

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce Self Sun, Body tinted lotion firmy Clinique.

clinique self sun

 

Brązowy żel zamknięty w ładnej plastikowej tubce. Miał dobre opinie, więc postanowiłam dać mu szansę.

Jak już wspomniałam, żel jest barwiony, co daje nam pewną kontrolę podczas jego nakładania.
Samoopalacz aplikuje się bardzo przyjemnie i bezproblemowo. Mniej przyjemnie zaczyna się robić po ok. godzinie od nałożenia. Dla mnie, osobiście, jego zapach jest wręcz trudny do zniesienia, ale przecież nie każdy jest wrażliwy na tego typu atrakcje ;)

Co do efektu ~ warto jest trochę pocierpieć, bo Clinique funduje nam piękną, delikatnie złocistą opaleniznę. Ja z reguły po dwóch, trzech dniach ponownie aplikuję żel dla wzmocnienia efektu. Nie radzę nakładać go zbyt późno wieczorem, bo na bank obudzimy się z zaciekami.

A tak wygląda odcień mojej skóry po jednej aplikacji:

clinique self sun

 

Zdecydowanie lepiej:)
Clinique jest też jednym z najtańszych wysokopółkowych produktów samoopalajacych. Zapłacimy za niego ok. 100 zł.  Jest też bardzo wydajny.