szminka warta swojej ceny/lipstick worth its price

Ile razy zdarzyło wam się kupić jakiś drogi produkt do makijażu czy pielęgnacji, który w ogóle nie był wart swojej ceny? Mi całkiem sporo. No ale cóż, takie już ryzyko :)

Dzisiaj przedstawię szminkę, która jest warta każdej wydanej złotówki. A tych złotówek trochę trzeba sypnąć, bo aż 165.

Mowa o Giorgio Armani, Rouge Ecstasy.

rouge ecstasy packaging

rouge ecstasy package

Wszystko w tej szmince mi się podoba. Zaczynając od luksusowego opakowania w pięknym czerwonym kolorze zamykanym na magnes a kończąc na formule tego cuda. Bo to właśnie ta ostatnia cecha sprawia, że nie żałuję wydanych pieniędzy i mam ochotę wypróbować inne kolory.

A kolory są naprawdę piękne i ciekawe. Ja posiadam nr 300 (Pop), który jest cudownym, koralowo-brzoskwiniowym odcieniem z niewielką domieszką pomarańczu, wprost wymarzonym na wiosnę i lato.

giorgio armani rouge ecstasy pop no. 300

Producent piszę na swojej stronie internetowej, że jest to produkt innowacyjny łączący intensywny kolor z formułą balsamu, który pielęgnuje nasze usta przez cały dzień.

I powiem, że coś jest na rzeczy z tymi obietnicami, bo Rouge Ecstasy nosi się komfortowo przez cały czas. Nieważne, ile razy nałożymy ją w ciągu dnia, nie podkreśla suchych skórek a usta za każdym razem wyglądają na „całuśne”. Są miękkie, pełne i lśniące :)

Mój kolor nie jest jakoś szczególnie trwały, ale nie oczkuję tego, bo nie są to pomadki o formule long-lasting. Wystarczy mi to, że usta prezentują się nienagannie przez cały dzień.

giorgio armani rouge ecstasy pop no.300 on lips

Reklamy

Testing out ~ Giorgio Armani Lasting Silk no. 4

Parę tygodni temu, w „moim Douglasie”, pojawiła się marka Giorgio Armani. Wiele naczytałam się pozytywnych opnii na temat ich podkładów i postanowiłam wybróbować dwa z ich kolekcji ~ Luminous Silk i Lasting Silk. O tym pierwszym już pisałam, więc teraz powiem parę słów o Lasting Silk.

2015-01-26 09.30.01

Pomyślałam, że opiszę podkład od razu porównując obydwa produkty.

Krycie ~ obydwa podkłady mają średnie krycie, które można budować. Jest jednak jedna zasadnicza różnica ~ Luminous Silk po nałożeniu dwóch warstw wygląda mało estetycznie, wręcz „tapeciarsko”. Przy Lasting Silk nie zauważyłam takiego efektu. Wyglądał nadal ładnie i naturalnie.

Wykończenie ~ Lasting, ku mojemu zdziwieniu, daje o Niebo! lepsze wykończenie. Cera wygląda pięknie, jest satynowa i rozświetlona.

Kolor ~ Tutaj trzeba uważać, bo niestety, kolorystyka obu serii się różni. Na przykład: Luminous Silk posiadałam w kolorze nr 2 (najjaśniejszy/neutralny), który idealnie stopił się z moją cerą (NC15/NC20). Natomiast ten sam numer w Lasting Silk był jaśniejszy i do tego za żółty. O wielel lepiej pasował nr 4.

GA Lumionus vs Lasting Silk

     (pierwsze dwa swatche po lewej ~ Lasting Silk (4); Luminous Silk (2))

Trwałość ~ W tej kwestii Lasting Silk  trochę mnie zwiódł, bo jego trwałość jest porównywalna do Luminous. Trzyma się troszkę dłużej w miejscach najbardziej narażonych na ścieranie (u mnie jest to okolica brody). Jednak plusem jest to, że nie znika z tych miejsc całkowicie. Mimo tego, trochę odsłonił moje niespodzianki :)

Nie jest to również podkład nawilżający. Według mnie nie nadaje się do suchej skóry. Ja mam taką na policzkach i mimo nałożenia kremu odżywczego czułam delikatne ściągnięcie.

Z plusów jeszcze warto dodać, że nie wchodzi w pory. Nie podkreślił też u mnie suchych skórek.

Podsumowując, jeżeli miałabym wybierać pomiędzy tymi dwoma podkładami, to zdecydowanie wybrałabym Lasting Silk.  Gbyby miał ciut lepsze krycie i trochę dłużej się utrzymywał, byłby to mój podkład nr 1 (ex aequo z Clarins Extra Firming :))

                                          efekt bez przypudrowania

8_1

9_2

Testing out ~ Giorgio Armani Luminous Silk

Od dawna marzyłam, żeby wypróbować ten podkład. Tyle się o nim nasłuchałam ochów i achów, że byłam gotowa kupić go w ciemno. Jednak rozsądek zwyciężył i jak tylko ta luksusowa marka pojawiła się w „moim” Douglasie, pobiegłam po próbkę.

Dostałam kolor nr 2, czyli najjaśniejszy. Lubię podkłady delikatnie ciemniejsze od mojej cery (NC15), ale niestety kolor nr 3 nie był dostepny, więc nie przekonam się, czy ten drugi nie byłby bardziej odpowiedni. Mimo wszystko 2-ka bardzo ładnie zgrała się z moją karnacją.

GA Luminous Silk

Naczytałam się jakoby strasznie wchodził w pory i „tłuścił cerę”. Mam skórę mieszaną i rozszerzone pory przy nosie a jednak nic z powyższych rzeczy się nie wydarzyło. Może jest to też kwestia stosowania odpowiedniego kremu nawilżającego (obecnie LRP Hydraphase).

Podkład jest lekki, niewyczuwalny na twarzy. Po nałożeniu jednej warstwy w sumie nie widać go na buzi. Taka aplikacja zapewnia już całkiem porządne krycie. Pięknie potrafi zniwelować cienie pod oczami. Dzięki drugiej warstwie można uzyskać mocne krycie, ale podkład staje się już widoczny. Jest też dość długotrwały. Chociaż przy obecnych dniach, kiedy szybko robi się ciemno, ciężko to w 100% stwierdzić :)

Z minusów ~ pokreśla suche skórki i nie nawilża. Po jakims czasie czuję ściągnięcie na policzkach.

Wykończenie bardzo mi się podoba. Cera jest dość mocno rozświetlona. Jednak, według mnie, podkład traci po jego przypudrowaniu. W wiekszości podkładów rozświetlających, które do tej pory testowałam, „efekt glow” w mniejszym lub większym stopniu przebijał przez warstwę pudru. A tutaj Luminous Silk zaczyna wyglądać jak podkład za 50 zł a nie 250! I dopiero w tym momencie czuję wielki zawód, bo bez pudru wygląda naprawdę ślicznie.

O, tak:

GA Luminous Silk_

Czy kupię pełnowymiarowe opakowanie? – Nie. Nie za taką cenę.