all my concealers/wszystkie moje korektory

Jestem jedną z tych osób, które mają parę rzeczy do ukrycia, na twarzy oczywiście ;) Są to głównie pojedyncze wypryski, punktowe przebarwienia czy fioletowe cienie pod oczami (o tym będzie osobny post).

W tym poście skupię się głównie na korektorach, które mają za zadanie ukryć niespodzianki na twarzy i rozjaśnić skórę pod oczami.

Zaczynamy!

my concealers

Pierwszy od lewej lewej to MAC Studio Finish Concealer (NW 20). Bardzo kremowy, dający średni poziom krycia. Lubię stosować go pod oczy, bo ma różowawy ton, dzięki czemu nadaje trochę świeżości tej okolicy. Właśnie ze względu na ten odcień nie stosuję go raczej na resztę twarzy, bo trochę się u mnie odznacza (posiadam podkłady głównie w tonie beżu). Jednak kiedy już zastosuję go na jakieś wypryski, głównie w strefie T, po jakimś czasie waży się, zbiera i po prostu nie wygląda to ładnie.

Cena ~ 77 zł. (Bardzo podskoczyła, ja kupowałam go za niecałe 60 zł).

Ocena: 4

Następny korektor to Nars Creamy Concealer w kolorze Custard. Przyznam szczerze, że jestem głównie zawiedziona rozstrzałem kolorystycznym. Kolor Custard jest zdecydowanie za ciemny a Vanilla zdaje się zbyt różowy, żeby stosować go na „niespodzianki”. Krycie ma również średnie, ale można nim zamaskować „konkretne” wypryski wklepując odpowiednim pędzelkiem np. Zoeva Concealer Buffer. Nałożony pod oczy niestety zbiera się w zmarszczakach, ale trzeba mu przyznać, że utrzymuje się naprawdę długo.

Cena ~ ok. 117 zł (sklep HQ Hair).

Ocena: 4+

Urban Decay, Weightless Complete Coverage Concealer to mój najnowszy nabytek. Przyznam, że przeczytałam chyba wszystkie zagraniczne opinie o nim w internecie i wiązałam z nim wielkie nadzieje. Mój kolor to Light Warm (który o dziwo jest jaśniejszy niż Light Neutral). Mam trochę mieszane uczucia względem tego korektora. Po pierwsze nie uzyskamy nim pełnego krycia, tak jak obiecuje producent. Według mnie daje również średnie krycie, które jednak można trochę podbudować. Co jest świetne w tym produkcie to to, że nie ważne, ile warst nałożymy, nie będzie wyglądał źle ani nieestetycznie. Jest super lekki i nie zbiera się w załamaniach pod powieką. Kolor, który posiadam, bardzo ładnie rozjaśnia okolicę pod okiem. Plus za świetne kolory.

Cena ok. 98 zł (Feelunique, sklep, gdzie ten produkt kupowałam ma co jakiś czas zniżki, więc można go nabyć taniej).

Ocena: 4

Kolejny produkt to MAC Pro Longwear Concealer (NC15). W tym przypadku również nie podoba mi się przepaść między kolorami – NC 15 jest dla bladolic (na zdjęciu tak nie wygląda, ale rozsmarowany już tak :) a NC 20 dla dość już opalonej cery. Przydałby się kolor przechodni. Ale przechodząc do rzeczy. Ten korektor jest chyba jednym z najbardziej chwalonych w internecie. Jest to jedyny z moich korektorów, który jest po prostu nie do zdarcia. Jak zaschnie, to na amen :) I za to go uwielbiam! Nadaje się świetnie pod np. podkłady mineralne, bo nie zetrzemy go nakładając inny kosmetyk. Trochę zbiera się w załamaniach, ale nie waży się. Gdyby jeszcze miał większe krycie, to byłby mój nr 1. Poziom krycia określiłabym jako średni, jednak można je zwiększyć odpowiednią techniką, choć nie jestem pewna, czy wygląda to tak ładnie…

Cena: 77 zł

Ocena: mocne 4

Rimmel Lasting Finish Concealer, nie ma go na zdjęciu, a pełną recenzję znajdziecie tu.

Ocena: 4

Teraz pora na korektory rozświetlające.

Pierwszy to Bobbi Brown Tinted Eye Brightener. Ot taki sobie lekki, rozświetlający korektor z różowym tonem (Porcelain Bisque). Fajny, ale można znaleźć coś tańszego o takim samym działaniu. Ładnie rozświetla okolice pod okiem i delikatnie neutralizuje cienie, ale nie oczekujmy innego krycia niż lekkie. Zbiera się trochę w zmarszczkach.

Cena: 127 zł

Ocena: 4

A drugi to Sephora Smoothing & Brightening Concealer. Myślę, że jest to godny i zarazem zdecydowanie tańszy odpowiednik powyższej opcji, tylko że w kolorze żółtym (nr 4). Również lekki, ale trochę bardziej treściwy i lepiej nautralizujący moje fioletowe cienie. Bardzo ładnie rozświetla!

Cena:59 zł.

Ocena: 5-

all my concealers swatches

I last but not least ~ kółko firmy Kryolan (wersja 0), które jest jedynym hardcorowym produktem w mojej kolekcji. Są to w zasadzie kamuflaże, które zakryją wszystko. Przy aplikacji trzeba jednak mocno uważać, bo nałożone nieumiejętnie zrobią nam spachlę na twarzy i będą bardzo widoczne. Muszą też zostać koniecznie przypudrowane, bo jest to produkt mega kremowy. Używam ich od święta na naprawdę przykre „niespodzianki” :)

kryolankryolan swatchesA jakie są Wasze ulubione korektory?

Reklamy

Nars ~ Tinted Moisturizer in colour Finland

Wraz z próbką podkładu Mac Studio Sculpt (o którym pisałam wcześniej) przyleciał do mnie ze słonecznej Kaliforni (poważnie!), słoiczek kremu koloryzującego firmy Nars ~ Tinted Moisturizer (TM).

nars finland

Byłam bardzo ciekawa tego produktu, bo jest ulubieńcem wielu zagranicznych blogerek/vlogerek. Kolor wybrałam najjaśniejszy, o żółtych tonach, ale i tak nie jest to odcień dla bardzo bladych cer.

Jeżeli chodzi o efekt ~ nakładałam go na dwa sposoby i uzyskałam dwa różne efekty. Jeden średni a drugi rewelacyjny :)

Na początku stosowałam TM po nałożeniu kremu nawilżającego. Bardzo przyjemnie się go nakładało, pięknie rozświetłał (ale nie przesadnie). Nawet niwelował widoczność sińców pod oczami. Trzeba go było trochę przypudrować, bo cera się dość mocno świeciła.

Jednak po paru godzinach zaczął sie jakby ważyć?. Wyglądał szczególnie nieestetycznie w sztucznym świetle. I wtedy stwierdziłam, że zacznę go stosować jak zwykły krem nawilżający (jak sama nazwa wskazuje), czyli na czystą skórę. I tu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Przede wszystkim zaaplikowany w ten sposób, już się tak nie świeci. Nadal pięknie, ale zarazem delikatnie, rozświetla. O efekcie ważenia się można zapomnieć. Nic takiego się nie dzieje. Noszę go cały dzień i jedynie trochę się ściera, w moim przypadku, w okolicach brody.

Krycie ma lekkie. Żółte tony TM na pewno zniwelują zaczerwienienia, ale nie przykryją przebarwień, co można zobaczyć na poniższym zdjęciu.

nars finland flaws2

Co mi się bardzo podobało, to właściwości nawilżające. Nie czułam ściągnięcia na moich suchych policzkach aż do końca dnia. Maskował też rozszerzone pory i nie podkreślał suchych skórek.

Podsumowując ~ kremik świetny dla osób, które chcą wyrównać koloryt cery, zniewlowac widoczność naczynek i zapewnić skórze trochę blasku :)

Drogi (ok 160z ł), niedostępny w Polsce, ale myślę, że warty inwestycji.

Tak prezentuje się na twarzy:

nars finland full face

i z bliska:

nars finland close up

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I jak?