moje dwa małe pielęgnacyjne odkrycia

Dzisiaj parę słów na temat dwóch produktów, które bardzo mnie zaskoczyły i to w pozytywnym słowa znaczeniu. Mowa o żelu do mycia twarzy Vichy Purete, Fresh Cleansing Gel oraz olejku brązującym marki Bielenda Skin Clinic Professional, Argan Bronzer.

vichy purete thermale bielenda bronzing
Od jakiegoś czasu używam żeli do mycia twarzy, które nie zawierają SLS. Moim ostatnim ulubieńcem był produkt z Tołpy, ale miałam wrażenie, że nie do końca dobrze oczyszczał buzię.

O nowej serii Purete Thermale z Vichy naczytałam się wiele pozytywnych opinii i postanowiłam zaryzykować.
Teraz jest to mój HIT! Myje delikatnie, ale bardzo dokładnie. Nie wysusza. Zmyje nawet makijaż. Nie zawiera SLS, ale mocno się pieni. W związku z tym jest megawydajny. Przez miesiąc zuzylam może 1/6 opakowania.  Jest to dość istotne, bo żel do tanich nie należy.

W tej chwili to mój nr 1!

Drugim produktem, który bardzo polubiłam to olejek brązujacy do twarzy Bielendy. Olejek nakładamy bezpośrednio na twarz lub dodajemy kilka kropli do kremu. Ja właśnie tak go stosuję i nakładam co drugi, trzeci dzień. Kosmetyk nie jest jakoś szczególnie tłusty a do tego pięknie pachnie. Jeżeli jesteście dość blade to ten produkt da Wam efekt subtelnej opalenizny, bez smug i typowego zapachu samoopalacza. Uwielbiam :)

Reklamy

nice sunscreen for your face

O tym, że ochrona przeciwsłoneczna jest najważniejszym krokiem w codziennej pielęgnacji skóry twarzy, nie trzeba nikomu przypominać. Kremy anty-UVA/UVB nie tylko chronią przed rakiem skóry czy przebarwieniami, ale także zapobiegają przedwczesnemu starzeniu.

Bardzo często czytam, że filtry powinno sie stosować razem z kremami nawilżającymi (przed lub po, w zależności od rodzaju filtra). Jednak w moim przypadku czuję, że trochę za dużo mam wtedy warstw na skórze i np. roluje mi się podkład.

Dlatego skupiłam się na poszukiwaniach kremów, które zapewniałyby wysoką ochronę przeciwsłoneczną i jednocześnie  dobrą pielęgnację/nawilżenie skóry.

sunscreens

Trochę z przypadku natrafiłam na krem Vichy Capital Soleil „Dry Touch” 30+. Na okolice przetłuszczające się jest idealny. Wchłania się do matu, nie bieli. Jednak do takiej cery jak moja, czyli przetłuszczającej się z przesuszonymi policzkami, nadawał się jedynie do stosowania w strefie „T”. Na policzkach, po nałożeniu kremu, czułam konkretne ściągnięcie.

Do stosowania na okolice suche kupiłam krem z tej samej serii, ale w wersji „Velvety cream” 50+. Krem świetnie nawilża, nie zapycha, ale pozostawia dość pożądną niewchłanialną warstewkę na twarzy. Trochę mi to przeszkadza, jednak nie zauważyłam, żeby np. podkład się na nim gorzej utrzymywał.

A teraz pora na nowość, czyli Anthelios XL Ultra-light 50+ (LRP). Według producenta krem jest odpowiedni do skóry normalnej, ale cery przetłuszczające się będą również zadowolone :) Konsystencja jest bardzo lekka, niestety będzie za lekka do skóry suchej. Krem wchłania się dobrze, ale nie całkowicie. Używa się go bardzo przyjemnie, w dotyku skóra jest miękka i aksamitna. Nie powodował też u mnie powstania nowych zaskórników. Ten produkt jest też najdroższy (50 ml kosztuje ok 75 zł  w cenie regularnej); dla porównania – Vichy 30 ml w cenie promocyjnej udało mi się znaleźć za 21 zł (regularna ok. 26 zł).

A jakie są Wasze ulubione kremy przeciwsłoneczne?